Azja

Stambuł – tu historia spotyka się z magią

Pewnego dnia Stambuł postanowił zrobić szpagat nad Bosforem i tak już pozostał na wieki jedną nogą w Europie, a drugą w Azji. W takim prawilnym przykucu buńczucznie spogląda na siksę Ankarę, która po tysiącach latach jego panowania, przywłaszczyła sobie miano stolicy Turcji.

Jednak w kuluarach mówi się, że Ankara zdobyła ten tytuł układami współrzędnych i tak naprawdę to Stambuł jak nikt inny zasługuje na tę posadę, bo to właśnie tutaj wschód spotyka się z zachodem (i odwrotnie), tworząc niezwykły tygiel kulturowy, handlowy i finansowy.

Jak na 15 milionowe miasto przystało Stambuł onieśmiela nas swym ogromem i dosłownie zmiękcza nasze kolana. Powietrze drży od nawoływań muezina, na każdym rogu nowoczesność flirtuje z tradycją, a my zaciągamy się… sziszą się zaciągamy 🙂

Zapraszamy na wspólną podróż po naszych ulubionych zakątkach miasta na styku kultur.

Psssst! Klikając w brązowe wyrazy trafisz na łono google maps, kopalni wiedzy o danym miejscu.

Stambuł: hamam

„Wizyta w hamamie to obowiązkowy punkt każdej wycieczki do Turcji. Najlepiej wybrać się na nią zaraz po przylocie do Turcji. Po zabiegach w łaźni „jak nowonarodzeni” będziemy mogli w pełni poczuć, że rozpoczęły się wakacje!”

No dobra, skoro to taki „must”, to idziemy. A że z nas Janusze podróży, to zamiast wykupić zabiegi w luksusowym SPA dla Europejczyków, poszliśmy do lokalnego hamamu po prawdziwe „local experience”

Po krótkiej wymianie zdań z panią z obsługi, której intuicyjnie nadałam przydomek Helga, przechodzimy prosto do konkretów, czyli do rozebrania się do majtek. Helga prowadzi nagutką mnie do sauny i zostawia na 20 minut. Leżę sama w tym przybytku, która wygląda jakby miała za sobą tysiąc lat. Okazuje się, że mylę się tylko o 500.

Czas na szorowanie

Zza drzwi dobiega mnie nawoływanie, więc wychodzę z sauny i widzę Jej Obfitość Helgę również w samych majtkach. Dobrze że byłam już w saunach ze strefa nagości, bo czułabym się bardzo skrępowana, a tak to jestem tylko skrępowana. Helga patrzy na mnie badawczo i pyta: „first time?”. Odpowiadam, że tak, mając nadzieje na łagodniejsze traktowanie. Naiwna ja. Każe mi się położyć i zaczyna oblewać wodą. Całkiem przyjemne. Za chwile bierze chropowatą rękawice i zaczyna mnie zajadle froterować. W ogóle nieprzyjemne. Moja nadwrażliwa skóra wygląda jak po oparzeniu wrzątkiem, jednak Helga pozostaje niewzruszona. Chlusta mnie wodą, co mnie trochę podtapia. Za chwile z chusty tworzy balon, z którego wyciska pianę i zaczyna mnie nią masować.

Widać, że to nie pierwszy dzień Helgi w hamamie i że nie będzie się ze mną pierdzielić. Próbuje powiedzieć Heldze, że może by mi trochę odpuściła, ale gdy otwieram usta, by się odezwać, wlewa się do nich piana. Cierpię więc w mydlinach. Chlusta mnie wodą, po czym jak małemu dziecku każe przycupnąć koło umywalki. Siadam jak ta trusia, Helga wylewa na mnie pół szamponu i porządnie szoruje. Na koniec znowu wylewa na mnie kilka misek wody i mówi, ze finisz.

No cóż… Szczerze przyznam, że czuje się zrelaksowana. Szczególnie wiedząc, że Helga zostawiła mnie już w spokoju.

Niech Cię nie zwiedzie uśmiech Dawida na tym zdjęciu. On też miał swoją męską Helgę…

Po publikacji tego wpisu wiele osób pisało nam, że przeżyli dokładnie to samo, ale pojawiły się również głosy, że hamam wcale nie musi kojarzyć ze SPA z piekła rodem. Dlatego cóż mogę rzec, dobrze, żebyś przekonał/a się o tym na własnej skórze 🙂
Namiary: Kadırga Hamamı http://kadirgahamami.com/

Stambuł: Kadikoy

To był karygodny błąd, że nie zarezerwowaliśmy sobie w Kadikoy ani jednego noclegu.

Sultanahmet to idealne miejsce wypadowe – dwa szpagaty i jeden przysiad dzielą go od najważniejszych atrakcji miasta. Jednak czuliśmy się tu trochę jak w muzeum, patrząc na Stambuł przez szkło gabloty z napisem „nie dotykać”.

Postanowiliśmy więc się trochę ubrudzić.

Do Kadikoy docieramy w południe. Włóczymy się po uliczkach, gdzie to co modne i nowoczesne znakomicie wpisało się tu w klimat tego, co stare i leciwe. Pijemy kawę, szamamy wyśmienite gofry, zachwycamy się muralami, zjadamy sernik, który smakuje jak kawałek nieba i już w miarę ukontentowani chcemy zbierać się do hotelu, gdy nagle słońce gaśnie, a senne uliczki, niczym wampiry budzą się do życia. Wprost nieprawdopodobna ilość knajpek i restauracji sprawia, że do niedawna senna noclegownia, dziś sprawia, że nie chcemy iść spać.

Cadıköy Cafe i najlepszy sernik na tej planecie

Chciałabym, żeby na mnie kiedyś tak spojrzał…

Jednak długo nie umiemy znaleźć knajpki, która miałaby w sobie to „coś”. Gdy już prawie tracimy nadzieję, spod szyldu z napisem „Beirut” dopadają nas niepokorne szarpnięcia strun głosowych. Po przekroczeniu progu od razu dostajemy w nos dymem papierosowym, ciężki bass gniecie nasze wnętrzności, młody gniewny krzyczy na nas z głośników, wtóruje mu tłum i kelner recydywista. I dokładnie o takie spuszczenie manta nam chodziło.

#InstaStambuł

Dawna grecka dzielnica Fener i żydowska Balat są dla turystów żądnych instagramowych zdjęć niczym spocona i odsłonięta łydka dla wygłodniałego komara.

Obie dzielnice były niegdyś kwitnącymi obszarami gospodarczymi. Jednak wszystko zmieniło się w 1955 roku, gdy stambulska społeczność grecka stała się celem ataków podczas zamieszek, które wybuchły w mieście. Większość niemuzułmańskich mieszkańców tego obszaru opuściła Balat i Fener, a dzielnice zaczęły podupadać.

Po 1985 roku, kiedy burmistrz Stambułu rozpoczął programy mające na celu odnowienie wybrzeża i oczyszczenie Złotego Rogu, a później Unia Europejska dołożyła swoje 3 grosze (7 milionów euro).

Dzielnica rozkwitła, pojawiły się kawiarnie, butiki i przestrzenie sztuki.

Stambuł to chyba najbardziej fotogeniczne miasto w jakim byliśmy

Do Balatu docieramy nad ranem i mamy wrażenie, że odkryliśmy coś, czego nie znają inni. Jednak im wyżej słońce wdrapuje się po nieboskłonie, tym więcej instagramerów spotykamy na swojej drodze. Nie potrzebujemy mapy, wystarczy, że podążamy za Azjatami, by dotrzeć do najbardziej kultowych miejsc. Jest to też jedno z niewielu miejsc na świecie, gdzie prosząc kogoś o zrobienia zdjęcia, nie musieliśmy obawiać się o ucięcie nóg, bądź dekapitacje.

Stambuł

Stambuł = koci raj

Koty to prawdziwi włodarze Stambułu i nie będzie krzty przesady, gdy napiszę że jest im tu oddawana cześć. Szwędając się po tutejszych ulicach nie trudno potknąć się o wylegującego się na środku drogi mruczka, jednak biada temu, który to uczyni bądź skrzywdzi to stworzenie.

Stambuł

Przepraszam, kot na mnie siedzi.

Początki kultu tych zwierząt można odnaleźć w hadisach – opowieściach o życiu Mahometa. Podobno gdy prorok musiał udać się na modlitwę, a na jego rękawie spał kotka Muezza, po prostu odciął fragment ubrania i odprawił modlitwę z odsłoniętym ramieniem. Innym razem wygłaszał kazania, trzymając kota na kolanach, czasami również wykonywał ablucję wodą z miski, z której piła Muezza. Gdy Mahometa pogryzły psy i cierpiał ukryty w jaskini, Muezza odnalazła go i wylizała wszystkie rany, by mogły się szybciej zagoić.

Mruczący imigranci

Przodkowie obecnych kocich mieszkańców Stambułu przybyli tu na statkach, na których byli zatrudnieni jako wykwalifikowani likwidatorzy gryzoni. Podczas pobytu w porcie często schodziły na ląd, urozmaicając znacznie fenotyp lokalnych rezydentów. Część z nich przebranżowiła się na ochroniarzy bibliotek, chroniąc cenne zbiory przed najazdem myszy.

Stambuł

“Jeśli zabijesz kota, musisz zbudować meczet, by Bóg ci wybaczył“.

Nic wiec dziwnego, że w Stambule kot jest symbolem dobrobytu i spokoju, dlatego też niemal każda turecka rodzina opiekuje się co najmniej jednym kotem. Opiekuje, ale NIE posiada, bo w Turcji koty to istoty wolne. Zazwyczaj anektują sobie wnętrze jednego ze sklepów, herbaciarni czy baru, których to pracownicy oraz właściciele dbają o zaspokojenie kocich potrzeb, szczególnie tych kulinarnych.

Stambuł

I jak tu nie zakochać się w tym mieście? ❤

Stambuł: Punkty widokowe

Czyli coś w czym Stambuł po prostu wymiata.

Anemon Galata
Restauracja z rewelacyjnym wiodkiem na wieże Galata. Jedzenie przyzwoite, ceny wysokie, obsługa zła, dlatego polecam raczej na kawę albo drinka. Wejście przez hotel
Bab-ı Âli Kahvesi
Restauracja z fantastycznym tarasem tuż obok Meczetu Sulejmana. Niesamowite wrażenia, gdy muezzin, zaczyna wzywać wiernych na modlitwę. Bardzo instagramowe miejsce, dobre drinki, jedzenie przeciętne.
Ortaköy Square
Baaaaaaaardzo instagramowe miejsce, dlatego łatwo o kogoś, kto zrobi Ci dobre zdjęcie.
Galata Konak Cafe & Restaurant
Trochę pogubiliśmy nim znaleźliśmy wejście, ale warto było. Widoki na wieżę Galata, część azjatycką, i wszystkie meczety w starej części wynagrodziły trud.
Stambuł
Uskudar Coast Walkway
Najlepsza miejscówka na oglądanie zachodu słońca w Stambule. Po prostu usiądź i delektuj się niesamowitym spektaklem.
Sultanahmet Terrace Restaurant
PRZEPIĘKNA panorama. W zasięgu wzroku jest prawie wszystko: Błękitny Meczet, Haghia Sophia, Most Bosforski, wieża telewizyjna, meczet Erdogana, wieża Galata. Widoki zapierają dech podobnie jak i ceny. Mimo wszystko warto!
Bey Kapısı Cafe & Restaurant
To może nie jest najbardziej widokowo wymiatające miejsce, ale znalazło się w tym zestawieniu, bo uroczy właściciel zagarnął nasze serca, a i szisza z takim widokiem smakuje wyśmienicie.

Stambuł: meczety

Przed przybyciem do Istambuł wiedziałam tylko, że przed wejściem do meczetu trzeba ściągnąć buty i jako kobieta powinnam zakryć głowę. Jednak 3 tysiące meczetów, które są w tym mieście i chęć zobaczenia choćby kilku z nich, skutecznie zmotywowała mnie do pogłębienia wiedzy.

Meczet – z czym to się je?

🕌W Turcji meczety można napotkać w najbardziej nieoczekiwanych miejscach – na stacjach benzynowych, lotniskach czy dworcach autokarowych, a nawet w górach.

🕌 Według przekazów muzułmańskich, pierwszym meczetem na świecie była Al-Kaba, zbudowana przez Abrahama na polecenie samego Boga.

🕌 Na Podlasiu, we wsi Kruszyniany znajduje się najstarszy meczet w Polsce. Ta mała miejscowość to prawdziwy tygiel kulturowym, gdzie spotkały trzy wielkie religie – muzułmańska, prawosławna i katolicka. Kiedyś na Kruszyniany mówiło się „wieś triniedzielnaja” (trzyświąteczna) – w piątek świętować zaczyanali muzułmanie – Tatarzy, w sobotę Żydzi, a w niedzielę katolicy i prawosławni.

🕌 Meczet to budynek, w którym muzułmanie mogą oddawać cześć Allachowi poprzez modlitwę, którą prowadzi imam.

Haghia Sophia sprawia, że szczęka wypada z zawiasów.

🕌 Przy każdym meczecie zatrudniony jest muezzin, który wzywa wiernych do modlitwy pięć razy dziennie. W piątek odbywają się modlitwy dżummuah, które są obowiązkowe dla wszystkich dorosłych mężczyzn (taka nasza msza w niedzielę)

🕌 Niewierzący mogą wchodzić do meczetów, ale nie mogą tam jeść ani spać.

🕌 Przed modlitwą wierni muszą obowiązkowo dokonać rytualnego obmycia stóp, rąk i twarzy, dlatego też w pobliżu meczetu znajduje się specjalna fontanna.

🕌 Meczet jest podzielony na część dla mężczyzn oraz dla kobiet – mniejszą i zakratowaną.

🕌 Meczet Sulejmana, gdzie zrobiono nam to zdjęcie, uważany jest za jeden z najpiękniejszych meczetów na świecie. Przychylamy się do tej opinii ❤

Meczet Sulejmana to drugi największy meczet w Stambule

W trakcie naszej wizyty Błęktiny Meczet był w trakcie remontu, więc jego piękno pozostało dla nas nieodkryte. Na szczęście po drugiej stronie placu Sułtana Ahmeda czekała na nas onieśmielająca Haghia Sophia, która po wielu perypetiach ponownie stała się meczetem i znów można podziwiać ją za darmo.

Stambuł: Grand Bazar

Raj dla zakupoholików i piekło dla ludzi, którzy tak jak ja dostają wysypki na samą myśl o targowaniu się. Jest naprawdę grand – zajmuje powierzchnię 30 hektarów, ma 61 ulic z około 3500 sklepikami, 22 bramy, restauracje i kawiarnie, dwa meczety oraz cztery fontanny. Przychodząc tutaj miałam (co prawda lichą, ale jednak) nadzieję, że choć trochę poczuję atmosferę tajemniczego wschodniego bazaru. Kiedyś handlowano tu dywanami, złotem i antykami, jednak dziś łatwiej o kupno imitacji zegarków, toreb i koszulek piłkarskich

Wielkiemu bazarowi nie można odmówić uroku, choć po dłuższej chwili zauroczenie ustępuje irytacji i zmęczeniu.

Wystarczyło ukradkowe spojrzenie, by sprzedawca pozdrowił mnie w każdym możliwym języku świata, kończąc jak zwykle na rosyjskim. Jednak to nie był mój pierwszy bazar w życiu, więc dobrze znam plan rozgrywki.

Zachęcony/a przyjacielskim „hello my friend, good price”, decydujesz się niewinnie rzucić okiem na asortyment, w końcu co Ci szkodzi. Gdy tylko przestępujesz próg sklepu, właściciel zakłada Ci kilka chwytów marketingowych, które skutecznie Cię unieruchamiają w jego sidłach. Zmiękcza świeżo zaparzoną herbatą, wyjmuje z portfela zdjęcia dzieci i opowiada o tym, że akurat dokładnie ten szalik muskał ciało Beyonce. Jeżeli jesteś zainteresowany/a negocjuj twardo, choć i tak prawdopodobnie przepłacisz. Jeżeli nie jesteś zainteresowany/a, to nigdy przenigdy nie siadaj i podziękuj za herbatę, bo gdy jednak postanowisz odejść z pustymi rękami, sprzedawca z Twojego nowego najlepszego przyjaciela, zmieni się w obrażonego i fukającego jeżozwierza.

Grand bazar to jedno z must see w Stambule, ale niekoniecznie must do. Dlatego też jedyną i niepowtarzalną chustkę z „kaszmiru”, która na Grand Bazarze kosztowała 300 lir, kupiłam na stoisku sto metrów dalej za… 25 lir.

Fajka wodna

Przywędrowała do nas z Afryki. Tam dotarła z Bliskiego Wschodu, jednak w dowodzie osobistym jako miejsce urodzenia ma wpisane Indie. Nosi wiele imion: Shisha, Nargila, Hookah. Dla przyjaciół po prostu fajka wodna.

Jaka jest?

  • Towarzyska – inicjatorka spotkań ze znajomymi, rozplątująca języki podczas długich rozmów owianych aromatycznym dymem.
  • Kontrowersyjna – według jednych gorsza dla zdrowia niż wizyta teściowej, dla innych po prostu smakowa para wodna.
  • Wyrachowana – zdecydowanie zaprzecza, jakoby miała cokolwiek wspólnego z papierosami czy fajkami pykanymi przez dziadków. W fajce wodnej pali się melasa złożona z miodu, gliceryny, tytoniu i niezliczonej rzeszy dodatków, które sprawiają że dym nie tylko pachnie, ale i smakuje. Jak? Dokładnie tak jak zechcesz: wiśnią, kawą, arbuzem, kokosem, jabłkiem, a nawet dwoma.

Rytuał palenia sziszy

Randez vous z shishą zaczynasz od wypełnienia szklanego dzbanu wodą, mlekiem, a w przypływie szaleństwa colą, rumem, a nawet szampanem. Sky is the limit. Dzban zatykasz korpusem, do niego podłączasz wąż – łącznik między cybuchem z tytoniem, a Twoimi płucami. Nie zapomnij oddzielić węgielki od tytoniu podziurkowaną folią, która zapobiega spaleniu się tytoniu. Shisha gotowa, więc nie pozostało Ci nic innego, jak usiąść w gronie znajomych i od czasu do czasu delektować się shishą.

W Stambule paliliśmy fajkę w kilku miejscach, ale najbardziej zapadł nam w pamięć Erenler Hookah – pub z fajkami wodnymi na Grand Bazar, który serwuje turbolokalne doświadczenie oraz Harab’be Cafe – znacznie bardziej komercyjna, ale megaurocza kawiarnia z przemiłą obsługą, pysznymi shishami i drinkami.

Stambuł

Stambuł: Ostatni przystanek Orient Expressu

Jednym tchem przeczytałam „Morderstwo w Orient Expressie”. Zakończenie rozłożyło mnie na łopatki, no bo kto by się pomyślał, że mordercą okaże się … nie no, nie zrobię Ci tego 🙂 Bestsellerowa książka Agathe Christie sprawiła, że ja również chciałam tego dokonać. Nie, nie chciałam mordować, mimo że Dawid kradnący mi frytki wprost prosi o to, chciałam odbyć podróż z Paryża do Stambułu luksusowym Orient Expressem. Niestety kilka kliknięć i stuknięć w klawiaturę pozwoliło mi odłożyć to marzenie do szuflady z napisem niespełnione, bo Orient Express nie żyje.

O historii tego niesamowitego pociągu przeczytasz tutaj:

Będąc w Stambule nie omieszkałam zaciągnąć Dawida na dworzec, gdzie Orient Express kończył swój bieg. To jedno z tych miejsc, któremu daleko do spektakularności, ale szarpie sentymentalną strunę w człowieku.

Czy w Stambule jest bezpiecznie?

Stambuł poczuliśmy każdym zmysłem. Żołądek wypełniliśmy kebabami, a nozdrza dymem o smaku mango i limonki. Podczas gdy muezin grał na naszych kostkach słuchowych, nasze siatkówki chciwie chłonęły spektakularne widoki, a koniuszki palców dotykały trzech tysięcy lat historii.

Jednak nie to okazało się w tej podróży dla mnie najważniejsze.

Przed przyjazdem do Stambułu miałam mnóstwo obaw, które bujnie rozkwitały podlewane przez wieloWIELOkrotnie zadawane mi pytanie: „Jesteś kobietą, nie boisz się jechać do kraju muzułmańskiego?”. Za każdym razem z pobłażliwym uśmiechem odpowiadałam: „E, no co ty, będzie super!”. Jednak pod osłoną nocy, gdy Dawid wydawał z gardła pierwsze chrapnięcie, maltretowałam wujka Google, pytając go, czy wszystko będzie dobrze. Lektura gov..pl sprawiła, że nie zmrużyłam oka aż do rana. Cóż ja najlepszego uczyniłam?

Otuchy dodawał mi jedynie fakt, że rokrocznie miliony turystów zachwyca się Stambułem i prawdopodobnie większość z nich nie ma skłonności sado-masochistycznych. Postanowiłam więc nie rezygnować z wyprawy, lecz uzbroić się w nieufność, dystans i obserwować to co się wokoło mnie dzieje szeroko otwartymi oczami.

Wietrzenie głowy

Wystarczyło 5 minut na tureckiej ziemi, bym z wdzięcznością przyjmowała pomoc w pokonaniu szaletowego cerbera, który nie przyjmował do wiadomości, że jeszcze nie posiadam tutejszej waluty. Uwierz mi, 1 lira nigdy nie była tak blisko równowartości sztabki złota. Chwilę później poznaliśmy naszego gospodarza, Muhameda Ali, który podbił nasze serca nie pięściami, a bezgraniczną gościnnością. Nazajutrz spojrzeliśmy na świat muzułmański oczami naszej przewodniczki, która do dusznej od przekłamań głowy, wpuściła kojący powiew zrozumienia.

I tak każdy kolejny dzień i każda kolejna znajomość kruszyła kolejną warstwę lęku, aż w końcu od tego co się naczytałam i naoglądałam przed przyjazdem, odjęłam to co zobaczyłam i doświadczyłam na miejscu. To, co pozostało mi z tego działania to zwykli ludzie ze wszystkim przywarami charakterystycznymi dla naszego gatunku.

Postanowiłam więc zrzucić z ramion kilogramy stereotypów, strzepać z siebie resztki kurzu krytyki i z szeroko otwartymi oczami (tym razem z ciekawości) pozwolić sobie poznać zupełnie nieznany mi świat.

I właśnie dlatego była to dla mnie tak wyjątkowa podróż, bo tym razem była to podróż w głąb siebie.

„Zaczyna się od niewiedzy. Niewiedza rodzi strach. Strach rodzi nienawiść, a nienawiść przemoc. Przemoc prowadzi do dalszej przemocy, aż każde prawo staje się jedynie tym, czego pragną najsilniejsi.” David Mitchell

Jeżeli spodobał Ci się nasz wpis, miło nam będzie jak puścisz go dalej.
Myślę, iż mogą Cię zainteresować również te wpisy na naszym blogu.
Nasze podróże możesz śledzić na bieżąco na facebooku i na instagramie.
Dzięki, że byłeś z nami tu przez chwilę <3
Do zobaczenia gdzieś w drodze!

author-avatar

O Magdalena

Z wykształcenia dietetyk, z zamiłowania podróżnik. Na swoim koncie ma 33 odwiedzone kraje i apetyt na zdecydowanie więcej. Maniaczka organizowania podróży na koniec świata. Podwładna dwóch rozpieszczonych kotów.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments