fbpx

(Nie)bezpieczeństwo w Gwatemali

Ameryka Środkowa to jedna z najbardziej niebezpiecznych części świata. W międzynarodowych statystykach zabójstw kraje regionu zajmują pierwsze miejsca. Nawet w uważanych za bezpieczniejsze państwach regionu z roku na rok zagrożenie przestępczością pospolitą i zorganizowaną systematycznie rośnie. Biorąc powyższe pod uwagę, w całym regionie zaleca się rezygnację z podróży indywidualnych, w szczególności z wypraw pieszych, rowerowych, motocyklowych, a także własnym lub wynajętym samochodem.
Bezpieczeństwo w Gwatemali strona MSZ

A Ty właśnie kupiłeś bilet, bo był w promocji …
I co teraz?

Pamiętam, gdy po chwilowej euforii z zakupu biletów, wkroczyłam do magicznego świata Internetów w poszukiwaniu informacji, dotyczących bezpieczeństwa w Gwatemali. To był błąd. Z czytanych przeze mnie wiadomości jasno wynikało, że powinnam spisać testament. Postanowiłam więc pochwalić się znajomym, dokąd to się wybieramy na wakacje. Gdy tylko wypowiadałam słowo „Gwatemala”, następowała chwila milczenia, niebo pochmurniało, a w tle było słychać złowrogą muzyczkę.

Zagrożenie życia – zagrożeniem życia, ale cóż począć skoro bilety już zapłacone? Scyzoryk jest? Jest. W razie czego selfie-stick jest? Jest. Wiara w to, że wszystko będzie dobrze jest? Akurat tego zabrakło na magazynie … No to w drogę!

Usiądź sobie więc wygodnie i skorzystaj z naszego doświadczenia, bo cudze błędy bolą mniej niż własne … 🙂

Bezpieczeństwo w Gwatemali: NA CO UWAŻAĆ

Oszustwa

Jesteśmy świadomi tego, że dla przemysłu turystycznego jesteśmy tylko chodzącymi bankomatami i poniekąd przywykliśmy do bycia oszukiwanym. Specjalne ceny dla obcokrajowców, źle wydana reszta, przejazd taksówką za milion złotych monet itd. Takie przekręty zdarzają się praktycznie wszędzie. Nie znaczy to bynajmniej, że się na to godzimy. Zawsze staramy się minimalizować straty po naszej stronie, robiąc odpowiedni “research” przed każdym wyjazdem. Jednakże bardzo często, pomimo wzmożonej czujności i posiadanej wiedzy, nie mamy szans wywinąć się przyczajonym hienom. Wygrywają one doświadczeniem i znajomością terenu. Czasem też z premedytacją decydujemy się przepłacić, by na przykład odbyć podróż wygodnym autobusem, zamiast męczyć się 10 godzin w towarzystwie przepoconego farmera i jego sympatycznej kozy.


gwatemala , farmerAkurat kozy na tym zdjęciu zabrakło, ale są inne opcje do wyboru!

Kłamca ma jedną zaletę – wyobraźnię

Próbując dotrzeć do ruin Tikal, po raz pierwszy spotkaliśmy się z celową dezinformacją i to o tak dużym stężeniu na metr kwadratowy. Pan z biura turystycznego gotów był powiedzieć wszystko, byle tylko sprzedać nam swoją ofertę. Jego słowa szybko zweryfikowała rzeczywistość. Darmowa łódka kosztowała 5 quetzali za osobę. Odebranie spod hotelu polegało na tym, że musieliśmy przepłynąć łódką, podejść pod wskazane miejsce i jeszcze przespacerować się na dworzec autobusowy. W drodze do Tikal bezpośrednim autobusem musieliśmy przesiadać się kilkakrotnie, a godzina powrotu do wyboru została sztywno ustalona na godzinę 15:30, która nijak nam nie pasowała. Niby pierdoły, ale potrafią doprowadzić do szału, niczym zadzior przy paznokciu. I jeszcze ten brak możliwości zrobienia czegokolwiek. Spotkaliśmy zażarcie kłócących się turystów, ale jednocześnie widzieliśmy, jak ich słowa spływają po wypchanych pieniędzmi kieszeniach właścicieli biur. Biznes to biznes, kochanie.

Współczesne Robin Hoody

Będąc nad przepięknym jeziorem Atitlan, postanowiliśmy wybrać się “samodzielnie” na wulkan San Pedro. Podczas łapania przez nas tuk-tuka, spontanicznie zabrał się z nami jakiś obcy jegomość. Mało, że bez pardonu władował się nam do trójkołowej taksówki, to od razu zaczął straszyć, że na szczycie czekają na nas bandyci. Mało jestem strachliwa i z początku zignorowałam jakiegoś przypadkowego delikwenta, który wkrótce miał się okazać …  naszym przewodnikiem.

Tymczasem przy wejściu do parku jego słowa zostają potwierdzone przez autoryzowanego pracownika. Problem, w tym, że w danym momencie bandyci mogą być na wulkanie, albo i nie, tego nikt nie wie, więc wchodzimy na własną odpowiedzialność. Taki tutejszy kot Schrodingera

Co prawda o bezpieczeństwo turystów dbają na trasie policjanci, ale gdy oni są na szczycie to rzezimieszki okradają turystów tuż przed wierzchołkiem. Gdy funkcjonariusze schodzą niżej, to los bandidos czają się na swój łup trochę wyżej. Wejście z przewodnikiem do punktu widokowego (2/3 trasy) jest bezpieczne. Decyzja należy tylko do Ciebie.

Jak widać na załączonym obrazku – 2/3 wysokości wulkanu – rabusiów brak.

Intryga…?

Ze wzgląd na ilość  posiadanego sprzętu, którego jeszcze nawet nie zaczęliśmy spłacać, zdecydowaliśmy się wejść tylko na 2/3 wulkanu. Było pięknie i bezpiecznie. Jednak jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Gdy wykupujesz wycieczkę z biura podróży, to nigdy nic Ci się nie dzieje. Tymczasem, jeżeli decydujesz się nie płacić haraczu w agencji, to będziesz musiał zapłacić go opryszkom na szczycie góry. Zastanawiające, prawda?

W Internecie odnalazłam wiele relacji ludzi, którzy poszli sami do końca i nic im się nie stało. Dokładnie tyle samo opowieści przeczytałam o poważnych panach, stojących wraz z maczetami bądź karabinami, którzy mocą swych argumentów nakłaniali do zapłaty.

Czyżby istniała jakaś zmowa? Jak to możliwe, że nikt nie wie, kto stoi na szczycie i za przeproszeniem „kroi” turystów? Czy jest to proceder naturalnie występujący w skorumpowanym i biednym kraju, czy tylko straszenie turystów, by płacili więcej za usługi biur turystycznych? Tego pewnie już nigdy się nie dowiemy…

Świat za kratami

Praktycznie wszystkie sklepy czy okna budynków znajdują się tutaj za kratami, a na drzwiach wejściowych są liczne kłódki i zasuwy. W mieście Antigua na prawie każdym rogu stoi policjant z bronią długą, a w Xeli więcej jest kancelarii adwokackich niż spożywczaków. Może i moje poczucie bezpieczeństwa miało się w Gwatemali całkiem dobrze, ale te obrazy podpowiadały mi, że raczej nie powinnam tracić czujności.

Podróże chickenbusami

Sam transport publiczny w Gwatemali zorganizowany jest fantastycznie. Poza niewygodami, związanymi z nadmierną ilością pasażerów, nie przydarzyło nam się nic złego. Jednakże, w Internetach i wśród mieszkańców krążą opowieści o panach, którzy wiedzą, że więcej zdziałają dobrym słowem i bronią, niż samym dobrym słowem. Cel: Twoje kosztowności. W takich wypadkach podobno sprawdzają się tzw. „Fuckmoney”, czyli mała ilość pieniędzy, schowana gdzieś w kieszeni, którą w razie „w” możesz szybko dać oprawcy. Być może, rzezimieszek widząc pieniądze, straci zainteresowanie Twoim plecakiem i się od…czepi.

Bezpieczeństwo w Gwatemali, chiceknbus bezpieczeństwoPodróż chickenbusem to przepis na świetną zabawę i zbliżenie się (dosłownie!) do innych ludzi

Po zmroku budzą się demony

W każdym miejscu na ziemi jest tak, że szwendając się nocą masz większą szansę na nabicie sobie guza. W Gwatemali naprawdę czuć tę różnicę dzień-noc. Gwarne w ciągu dnia uliczki szybko milkną i wyludniają się tuż po zapadnięciu zmroku. Na nasze pytanie, czy nocą jestem bezpiecznie, często słyszeliśmy:

„(chwila ciszy, która znaczyła więcej niż tysiąc słów) Tak… Tylko lepiej nie chodzić samemu. Ani z drogim sprzętem. Ani daleko od centrum”.

Przyjęliśmy więc tezę, że po zachodzie słońca lepiej siedzieć w hotelu. Oczywiście teza tezą, a niepokorny duch swoje, dlatego też zaliczyliśmy parę nocnych wycieczek. W Xeli zajrzeliśmy na targ, pochodziliśmy po centrum i wróciliśmy bezpiecznie do hotelu. W mieście Antigua chłopaki w ciągu 5 minutowego wypadu do sklepu (ciekawe po co, prawda?) dostali ofertę kupna narkotyków w wersji „special price for you, my friend”. Reguły więc nie ma, trzeba liczyć na swój zdrowy rozsądek.

Proszenie się o kłopoty

A propos zdrowego rozsądku… W bardzo nieturystycznej miejscowości w ciągu dnia poruszaliśmy się swobodnie po mieście, dużo fociliśmy i kamerowaliśmy. Innymi słowy: nasza obecność na pewno została zauważona. Z braku innych rozrywek wybraliśmy się nocą na spacer. Biedne miasteczko, dużo znudzonej młodzieży i turyści, którzy włóczą się bez celu… Nawet ja, z moim upośledzonym radarem niebezpieczeństw, czułam na skórze, że coś jest nie tak. Nim bujna wyobraźnia nastolatków wpadła na oryginalne pomysły spędzenia wieczoru z lekkomyślnymi turystami, wróciliśmy do hotelu. Trzask czegoś, co uderzyło w drzwi wejściowe, upewnił nas w słuszności decyzji siedzenia nocą w pokoju.

Bezpieczeństwo w Gwatemali: NIE TAKI DIABEŁ STRASZNY

Po pierwszym złym wrażeniu, jakie wywarła na nas Gwatemala, zaczęliśmy przyglądać się ludziom i okazało się, że tak na prawdę, to oni nam się przyglądają. Ale nie tak złowieszczo, z jakimś ukrytym podtekstem. Tylko tak po prostu, po ludzku, z ciekawości. Dużo osób twierdzi, że w Gwatemali ludzie są zamknięci w sobie i niechętni do interakcji . My odnieśliśmy zupełnie inne wrażenie.

Porozumienie ponad barierami

Co druga osoba witała nas tutaj zwykłym “dzień dobry” bądź uśmiechem, a co trzecia zagadywała o całą resztę naszego życia. Stanowimy dla nich swego rodzaju egzotykę, dlatego też, gdy tylko mają możliwość, zasypują przybysza gradem pytań. Czasem bardzo osobistych i bezpośrednich np. o zarobki. Nie robią tego w złej wierze, są po prostu ciekawi “jak to u nas jest”. I chyba mają inny zakres tematyki tabu.

Smaczku temu wszystkiemu dodaje fakt, że wszystkie rozmowy toczą się po hiszpańsku, więc znajomość tego języka jest dość przydatna. Jeżeli jednak nie jest to Twoja mocna strona, nie przejmuj się zbytnio. Bardzo często można tu odnaleźć kogoś, kto mówi po angielsku albo dogadać się na migi i przy okazji trochę spocić.

“Wyzywam Cię! Stchórzysz i nie zrobisz sobie zdjęcia z tymi białasami”

Ludzie – dobro narodowe Gwatemali

Gdy się zgubisz, Gwatemalczyk rzuci swoje aktualne zajęcie i jak dziecko, za rączkę, poprowadzi Cię do miejsca przeznaczenia. Albo tam gdzie on uważa, że powinieneś trafić.

W miejscowościach turystycznych typu Lanquin, San Pedro czy Antigua czułam, że ktoś zawsze czuwał nad tym, czy dotrę tam, gdzie chcę i zjem to, co chcę. Ludzie bardzo chętnie poświęcali nam swój czas i udzielali wszelkich informacji.


bezpieczeństwo w Gwatemali, ludzieStarzy czy młodzi. Kobiety czy mężczyźni. Nie ważne. Dron Klakier zawsze i wszędzie wzbudza zainteresowanie.

Najmilszych ludzi spotkaliśmy we Flores i Xeli. Korzystając z mojej gadatliwości, spędzaliśmy tam czas po prostu wchodząc w interakcje z miejscowymi. Jednego popołudnia przeprowadziłam miłą pogawędkę z szewcem, który polecił nam ciekawe miejsca do zobaczenia w jego rodzinnym mieście. Następnie odwiedziliśmy kuśnierza, który miał ponad 80 lat, wciąż pracował i był pełen werwy. Podobno zawdzięczał to stronieniu od używek wszelakiego typu. A może jednak ja coś źle zrozumiałam? 🙂 Zajrzeliśmy również na siłownie, do fryzjera i urzędu miasta. Wszędzie byliśmy witani z uśmiechem.

I jeszcze dobra wiadomość dla spóźnialskich – Gwatemala to Wasz raj. Nikt się tutaj nie śpieszy, bo czasu mają tu na kilogramy. Jeżeli więc nie zdążysz zjeść swego burrito, to cały bus będzie czekać, aż w spokoju przeżujesz ostatni kęs. Gwatemalczycy zwykli mawiać: “No problem, relax. We have plenty of time”.

 

PODSUMOWANIE

Podróż do Gwatemali mogę podsumować słowami: „veni, vidi, nihil mihi contigit”, czyli po naszemu „przybyłam, zobaczyłam, nic mi się nie stało”. Jednakże na fakt, że wróciliśmy cali i zdrowi, zdecydowany wpływ miały dwa czynniki:
a) przedsięwzięte środki bezpieczeństwa
b) łut szczęścia
Dlatego też nie mogę Ci powiedzieć: “hej! nic się nie martw, będzie dobrze!”. Do podróży w te rejony trzeba się po prostu przygotować i liczyć się z tym, że w najgorszym przypadku możesz zostać okradziony (o przypadkach fizycznej napaści nie słyszałam/nie widziałam/nie czytałam).

Pamiętaj o najważniejszej zasadzie bezpieczeństwa: jeżeli czujesz, że coś jest nie tak, to prawie na pewno coś jest nie tak. Zaufaj swojej intuicji i się wycofaj.

Z wykształcenia dietetyk, z zamiłowania podróżnik. Na swoim koncie ma 33 odwiedzone kraje i apetyt na zdecydowanie więcej. Maniaczka organizowania podróży na koniec świata. Podwładna dwóch rozpieszczonych kotów.

2 komentarze

Dodaj komentarz

UA-130644767-1