fbpx
  • Home
  • /
  • Kraje
  • /
  • Gjirokastra i okolice – romantyczna twarz Albanii

Gjirokastra i okolice – romantyczna twarz Albanii

Farma Sotira – chwila wytchnienia

W cenę noclegu wliczone są okoliczne pola, góry, lasy, bystra rzeczka, staw hodowlany i beztrosko dreptający inwentarz. Miejsce idealne, aby złapać chwilę oddechu od mnogości wrażeń i doznań, które przedawkowane potrafią skutecznie zobojętnić człowieka nawet na najpiękniejsze widoki i najcudowniejsze chwile.

Na campingu nie ma żywej duszy. Jesteśmy tylko my i góry i zachód słońca. Inhalujemy się tą sielanką. Głęboki wdech… i wydech …

Kolacje postanawiamy zjeść na farmie. W restauracji podchodzi do nas uśmiechnięty kelner, który przedstawia się słowami “Ja jestem menu”. No i wszytko jasne. Po co i na co komu papierowy jadłospis skoro wystarczy się rozejrzeć albo zapytać. A skonsumować można tu jedzenie najwyższej jakości: mięso wypasanej na okolicznych łąkach krówki albo świnki, rybkę ze stawu, warzywka z pola, serek prosto od kozy albo owieczki, jajeczka od wybieganej kury, winko z winogron dojrzewających w promieniach albańskiego słońca albo/i rakiję ze strychu. Na farmie oprócz kultywacji ziemi kultywuje się również ideę slow food i slow life i to już za czasów, zanim to było modne.

Z zamówieniem nie mamy więc problemów – bierzemy to co (dosłownie) aktualnie mają “pod ręką”. Dawid zerka przez okno i mówi: O, popatrz! Pan Menu idzie po rybę. O, złowił! O-o! Nie patrz, nie patrz!”. Jedzenie jest ultra-świeże i pyszne, więc idziemy spać w doskonałych nastrojach. Bo Polak najedzony to Polak szczęśliwy .

Behind the scene

Rano delektujemy się śniadaniem w iście królewskim stylu, którego koronę stanowi masełko czosnkowe – największa miłość Magdy. Oczywiście zaraz po kotach i Dawidzie (kolejność przypadkowa). Nigdy wcześniej ani później nie zostawiliśmy tak dużego napiwku.

Trasa SH75 – uczta dla oczu

Spektakularna trasa SH75 serwuje nam przepyszne widoki, które stanowią prawdziwą ucztę dla oczu. W trakcie podróży możemy podglądać jeden z najstarszych zawodów na ziemi. Oj wy zboczuchy! Mówię o pasterzach! Próbuje sobie wyobrazić siebie w roli osoby, która całymi dniami (i nocami) spaceruje z gromadą włochatych stworzeń, znających tylko drugą literę alfabetu. Myślę, iż nie minęłyby 24h nim podjęłabym pierwszą próbą nawiązania międzygatunkowego kontaktu z najinteligentniej wyglądającą owcą.

Tymczasem głód zagląda do baku Hondy, więc nadszedł czas by ją nakarmić. Czynimy to na jakiejś mocno specyficznej stacji z serii trudno-obsługowych. W podzięce za pomoc przy akcie tankowania, mój kochany poliglota krzyczy do pana z obsługi radosne „Feliz Navidad!” (po hiszpańsku znaczy to “wesołych świąt”). Pan Albańczyk nie rozumie, ale cóż się dziwić — nikt nie rozumie ludzi z Sosnowca (sorry, nie potrafiłam się powstrzymać – Magda ZP, żona mężczyzny z Sosnowca :)).

Kanion Lengarica – albańskie SPA

Za górami, za lasami, za wieloma serpentynami, znajduje się kanion Lengarica i źródła termalne. Droga do nich przypomina nieco marskość wątroby – nic fajnego. Jednakże to co zastajemy na końcu w pełni wynagradza poniesiony trud. Piękny, kamienny most, pod nim basen z gorącą wodą z widokiem na wypukłe formy ukształtowania terenu o wysokości względnej większej niż 300 m., w sensie góry. Darmowe spa skrojone na miarę Janusza i Grażyny. Ochoczo zażywamy kąpieli. Kto wie, kiedy będzie następna okazja?

Gjirokastra – smak średniowiecza

Gjirokastra to miasto tysiąca schodów, pisarza Ismaila Kadare, byłego prezydenta Envera Hodży i … “srebrnych dachów”. Wiem, że i mnie fantazja ponosi przy niektórych opisach krajobrazu, ale żeby pokusić się o stwierdzenie „srebrne”, to już trzeba spędzić trochę czasu w towarzystwie rakii. Jednakże miasteczku nie można odmówić uroku ani tego, że ludzie tu mieszkający mają całe życie pod górkę. I to sporą. Na szczycie znajduje się średniowieczna twierdza, dająca chwile ochłody w ciepłe dni i stanowiąca dobry punkt widokowy. Zwiedzanie kończymy wypijając mikroskopijną kawę w restauracji El Dorado za pieniądze adekwatne do nazwy (na szczęście widoki na mało-srebrne-dachy- miasta są już wliczone w cenę, uff).

Libohove – romans z naturą

W miasteczku obok Gjirokastry można zobaczyć zamek, którego atrakcyjność przyrównałabym do Mielna poza sezonem. Żeby nie było, że widziałam, a nie wspomniałam, w Libohove rośnie sobie bardzo stary platan. No … i to by było na tyle, jeżeli chodzi o atrakcje z nutką adrenaliny. Dlaczego o tym w ogóle wspominam? Gdyż azaliż jednakowoż z każdej złej rzeczy wynika coś dobrego. Podczas naszego mało porywającego spaceru wokół ruin udało się nam wypatrzeć super miejscówkę na nocleg. Dookoła góry, jezioro na wyciągnięcie ręki, cisza i spokój, a w nocy niebo uginające się pod ciężarem gwiazd. Co prawda bunkrów nie ma (szok!), ale i tak jest bosko!

Gjirokastra i okolice - Libohove
Gjirokastra i okolice - Libohove
Bajka.

Dokładnie za to kochamy nasze samochodowe podróże. Za możliwość delektowania się lampką wina (ja yhym, tylko lampką, na bank) z widokiem wartym milion dolarów, spędzania nocy w kompaktowym hotelu z tysiącem gwiazd tuż nad głową i kawusią o poranku z blaskiem wschodzącego słońca zamiast śmietany.

Hmm… Chyba jednak nie powinnam się tak bardzo czepiać tych srebrnych dachów…

Z wykształcenia dietetyk, z zamiłowania podróżnik. Na swoim koncie ma 33 odwiedzone kraje i apetyt na zdecydowanie więcej. Maniaczka organizowania podróży na koniec świata. Podwładna dwóch rozpieszczonych kotów.

Dodaj komentarz

UA-130644767-1