fbpx
  • Home
  • /
  • Kraje
  • /
  • Riwiera Albańska – piaszczysto-turkusowa kraina słońca
Riwiera Albańska

Riwiera Albańska – piaszczysto-turkusowa kraina słońca

W wyśmienitych nastrojach po nocy spędzonej w przepięknych okolicznościach przyrody obieramy kierunek na leżing-smażing-nicnierobing. W drodze na Riwierę Albańską przeprawiamy się przez rzekę (dosłownie!) owiec, aby dotrzeć do Blue Eye, jednego ze źródeł rzeki Bistrice o hipnotyzującej gamie kolorów. Źródełko źródełkiem, tymczasem my z pełną fascynacją obserwujemy grupę Serbów strzelających sobie miliony selfiaczków i slitfoci. Stanowią oni doskonały dowód na poparcie tezy, że chromosom Y jest w nie najlepszej kondycji.

Saranda – betonowy kurort

Opis biura podróży:

-> najsłynniejszy kurort Albanii, kiedyś dostępny tylko dla dygnitarzy

-> wspaniały klimat i 290 słonecznych dni w roku

-> urokliwe plaże z widokiem na grecką wyspę Korfu

Brzmi zachęcająco, nieprawdaż? Jest tylko jeden mały, tyci-tyciusieńki szczegół. Miasto to wielki plac budowy, a że akurat na beton była promocja, to cała Saranda betonem stoi. Rozglądamy się w prawo – beton, patrzymy w lewo – beton betonem poganiany. Beton wszędzie. Po horyzont, po brzegi, jak okiem sięgnął, jak stąd do najbliższego drzewa i jeszcze hen hen. Jest też niewielka plaża, ale Janusze i Grażyny będą zawiedzeni, gdyż nie za wiele parawanów się tu zmieści.

Jedyne ciekawe dla nas miejsca w tym mieście to restauracja Mare Nostrum Cuisine z dobrymi owocami morza i położony na szczycie (cóż za zaskoczenie!) zamek Lekures, jedyna niebetonowa budowla w tym mieście. Rozpościera się z niego na prawdę piękny widok. Co prawda wciąż na paskudną Sarandę, jednakże patrząc na nią z dużej odległości i wysokości i mrużąc oczy można uznać, iż wcale nie jest taka brzydka… Albo można też po prostu odwrócić głowę w stronę południa i podziwiać widoczki na porozrzucane po morzu jońskim zielone wysepki. Tak, bez względu na poglądy polityczne, polecam skręt w lewo.

Ksamil — polsko-albańskie miasto                                     

Ksamil urodą nie grzeszny, jednakże w porównaniu do Sarandy jest znacznie przyjemniejszy w obejściu i ma piaszczyste plaże, które na foteczkach w Internetach wyglądają jakby miał po nich pląsać sam DiCaprio. Niestety prawie wszystkie stanowią własność hoteli, które strzegą ich jak Kevin swojego domu. Pozostałe plaże polecane przez internautów i przewodnik są zamknięte, a dostępu do nich broni albo stróż, albo brama, z którą dyskutować nie ma sensu. W Ksamilu spotkamy sporo naszych rodaków, ale ciężko powiedzieć czy to zaleta czy wada. Taka w sumie jemioła: niby to fajne, ale na dłuższą metę trochę wkurza i najlepiej by było się tego pozbyć..

Postanawiamy, że skoro z wylegiwania się na plaży nici, to chociaż pozwiedzamy. W okolicy znajduje się Butrint — podobno jakieś #super #mustsee #starożytnemiasteczko, które odkopywali przez dziesięć lat. Nasze wrażenia? Po prawej mijamy baptysterium… po lewej prawdopodobnie coś, co kiedyś służyło do czegoś…  Większe wrażenie robią na nas wyścigi żółwi błotnych, które stacjonują w okolicy dawnego teatru. Słowem atrakcja ciekawa jak schnięcie farby.

Plaża na wyłączność

Tylko i wyłącznie dzięki zawziętości Dawida (a powiadają, że to ze mnie jest gąbka nasiąknięta zawziętością), udaje nam się w końcu znaleźć przepiękną plażę z widokiem na Korfu (Mirrors’ Beach / Plazhi i Pasqyrave). Szum fal, ptaków śpiew, mały bunkier i my – prawie sami i zdecydowanie szczęśliwi.

Wieczorem, w skalistej loży postanawiamy rozpalić ognisko. Po chwili zbierają się ciemne chmury nad naszą miejscówką, zaczyna kropić, ale my siedzimy twardo! Będziemy szczęśliwi, choćbyśmy mieli to sobie namalować! A że malarze z nas tacy, jak z koziego zadka trąbka, to dobrze, iż ostatecznie postanawia nie padać.

Riwiera Albańska
Nasz prywatny bunkier

Gdy integracja wymyka się spod kontroli

W Piqeras spotykamy sympatyczną babuszkę, która po zrobieniu jej zdjęcia zaczyna nas radośnie obcałowywać. Jest to nawet i zabawna sytuacja, gdyby nie fakt, iż okoliczni mieszkańcy cichociemnie pokazują nam, że to wariatka. Zaczynamy się wycofywać do auta, a babiczka leci za nami. Poganiam Dawida, żeby szybko ruszał, ale zaaanim Daaawid uruchooomi aaauto, babcia już jest w drzwiach Hondy. Ostatecznie kulturalnie odciągamy kobiecinę od samochodu i uciekamy z piskiem opon. Ach to nasze życie na krawędzi!

O jak ładnie Pani pozuje!

Riwiera Albańska i jej miasteczka

Porto Palermo w czterech słowach to: urocza zatoczka + twierdza Panormos. Ale jest tu coś więcej: tajemnicze wrota do dawnej sowieckiej bazy woskowiej, przejętej później przez albańską armię. Podobno łodzi podwodnych już tam nie ma ciekawe więc, co czai się za tą wielką bramą? <muzyczka pełna niepokoju>

Riwiera Albańska Porto Palermo
Porto Palermo

Himare zamieszkane jest przez mniejszość grecką i faktycznie “greckość” czuć tu na każdym kroku. Położone jest uroczo i dysponuje całkiem przyzwoitymi plażami. To co jednak nas podnieca to się nazywa  …. zamek Himara, a właściwie jego ruiny. Błądzimy i odnajdujemy się w zakamarkach dawnej twierdzy, przeganiamy stado owieczek, przełazimy przez jakieś haszcze, zaglądamy do bardzo dobrze zachowanych kapliczek, radośnie pląsamy to tu, to tam i zachwycamy się panoramą miasta. I takie ruiny to my lubimy, a nie jakiś butrint-srutrint.

Dhermi to podobno najpiękniejszy albański kurort, ale nie to nas tutaj sprowadza. Na samiutkim końcu rajskiej plaży znajduje się restauracja Pastarella, która rzuca nas na kolana wielkością serwowanych dań, powala ich smakiem i zupełnie obezwładnia przepięknym widokiem na morze. „Po to się żyje, żeby jeść”, czy jak to tam leciało… 😉

Przełęcz Llogara

Opuszczamy Riwierę Albańską trasą SH8 wiodącą przez przełęcz Llogara, która jest pełna serpentyn i spektakularnych widoków. Widowisko nieco psuje nam (a może wręcz odwrotnie?) fakt, iż wjeżdżamy w nisko zawieszone chmury. Z jednej strony trochę strach jechać, a z drugiej czujemy, jakbyśmy odbywali spacer w chmurach.

Riwiera Albańska

Riwiero Albańska – robisz to dobrze!

Z wykształcenia dietetyk, z zamiłowania podróżnik. Na swoim koncie ma 33 odwiedzone kraje i apetyt na zdecydowanie więcej. Maniaczka organizowania podróży na koniec świata. Podwładna dwóch rozpieszczonych kotów.

Dodaj komentarz

UA-130644767-1