fbpx

Noc Muzeów na Śląsku i Zagłębiu

Na PlusKocim fejsbuku spamujemy Was informacjami o ciekawych imprezach organizowanych na Śląsku i Zagłębiu, w których sami namiętnie bierzemy udział. Niestety, ze względu na brak możliwości teleportacji i klonowania, nie jesteśmy w stanie być wszędzie, czego bardzo BARDZO żałujemy. Nie zawsze jednak jest niedziela i szansa na eventowy odpowiednik rolady z kluskami. Czasami zostaje nam zaserwowana kaszanka/krupniok* najgorszego sortu.

*niepotrzebne skreślić

True story, bro!

Dobry przykład stanowi koncert, na którym mocno spóźniony grajek w pierwszych słowach poinformował nas, iż w sumie to się do występu nie przygotował (cóż za odwaga z jego strony!) i po chwili muzykowania sięgnął do repertuaru Hendrixa. Pewnie byłabym zachwycona, gdyby nie fakt, że wybraliśmy się na koncert ku czci Franka Sinatry. Swoje trzy grosze dodała obsługa restauracji mianującej się galerią sztuki. Cóż takiego zrobiła? Otóż sprzedała nam zegar z aliexpress za 80zł z artystycznie przyklejoną do potarganego pudełka gumą do żucia w cenie. Mimo wszystko, ten podarek prosto z jamy gębowej nie sprawił, iż zaliczyliśmy ten wieczór do udanych.

Dlatego też niesamowicie cieszą nas momenty, gdy rzeczywistość przerasta nasze oczekiwania. Taka właśnie była Noc Muzeów 2019. Kilka godzin po opuszczeniu domowych pieleszy i 17 356 krokach wróciliśmy do naszej PlusKociej norki z Chiquitą na pyszczku, bogatsi o kolejne wspaniałe wspomnienia.

A wszystko zaczęło się od …

domu modlitwy Mizrachi, na który miałam olbrzymia chrapkę od dłuższego czasu i … się nie zawiodłam! Uff! Wartością dodaną, poza pięknie odrestaurowanymi wnętrzami, stanowił przewodnik, będący moim ulubionym połączeniem pasji i poczucia humoru. Idealne zwieńczenie zwiedzania stanowiła prawdziwie żydowska kawusia w Cafe Jerozolima. Żydowskie klimaty i to na wyciągnięcie ręki, bo … w Będzinie! Aj waj!

noc muzeów synagoga

Niepozorny Bytom potrafi zaskoczyć!

Nie jeden schron w życiu widziałam, jednakże ten w Miechowicach (Bytom) wywarł na mnie olbrzymie wrażenie. Same wspomnienie inscenizacji nalotu bombowego, tych wszystkich wybuchów, strzałów i krzyków, wywołuje ciarki na całym ciele. Zdecydowanie miejsce nie dla ludzi o słabych nerwach i jednocześnie zdecydowanie BARDZO warte zobaczenia. Rollercoaster emocji gwarantowany.

Łyk Sztuki (przez duże S pisane) w Noc Muzeów dane nam było zaczerpnąć w galerii SqArt. Jak Sherlock Holmes po nitce do kłębka musieliśmy rozwiązać zagadkę pewnego jedno-usznego malarza. Trafiliśmy tutaj przez wzgląd na chmury, które chciały nas utopić w swoich wydalinach, a przez przypadek odkryliśmy ciekawy punktu na mapie Bytomia.

Największe rozczarowanie Nocy Muzeów

Nigdy entuzjastką Stadionu Śląskiego nie byłam. Prawdopodobnie przyczyniła się do tego moja pierwsza (i ostatnia) randka z piłką nożną na żywo, którą przeżyłam właśnie w tym miejscu. Dość istotna informacja: były to derby Ruchu Chorzów z Górnikiem Zabrze. Nie, nie wiedziałam wtedy jeszcze o tym, iż jest to mecz z serii „najciekawsze akcje wcale nie toczą się na boisku”. Jednakże miałam się bardzo szybko o tym przekonać…

Nic więc dziwnego, iż dotychczas stadion kojarzył mi się ze słownictwem (nie)parlamentarnym i odciskami na stopach.

I w tę piękną, deszczową noc spotkało nas … rozczarowanie. Dość istotna informacja: było to najbardziej pozytywne rozczarowanie ever! Móc podziwiać ogrom stadionu wprost z jego tafli, na której ze względu na kondycje fizyczną godną lemura nigdy nie mielibyśmy szans się znaleźć oraz spełnienie jednego z dziwacznych mini-marzeń o znalezieniu się na talebimie, to znacznie więcej niż moglibyśmy oczekiwać! Kolejny punkt z to-do-list-before-die odhaczony! Idziemy jak burza!

noc muzeów stadion śląski

Standardowo niesamowita duma Śląska

Na deser zostawiliśmy sobie moją wielką miłość, śląską perełkę, miejsce nietuzinkowe, zrobione i zarządzane z pomysłem, taki nasz śląski Luwr … Muzeum Śląskie <3 W Noc Muzeów nawet nie próbowaliśmy dostać się do środka ze względu na ogrom zainteresowanych, który znacznie przekraczał ilość dostępnego czasu i samozaparcia, ale by się nim zachwycić wcale nie trzeba było wejść do środka. Przepiękne podświetlone stare budynki maszynowni, pomiędzy nimi porozrzucane świetliki, a w tle delikatnie sącząca się muzyczka… Wszystko to sprawiło, iż poczułam się jak Alicja w Krainie Czarów i rozglądałam się za Zwariowanym Kapelusznikiem i Marcowym Zającem.

Religia, historia, sztuka, sport, kultura – tyle dobra w jedną krótką noc!
Za krótką! Już teraz wiemy, iż weźmiemy udział w kolejnej Nocy Muzeów i mam nadzieję, iż po takiej zachęcie spotkamy tam również Was!

Z wykształcenia dietetyk, z zamiłowania podróżnik. Na swoim koncie ma 33 odwiedzone kraje i apetyt na zdecydowanie więcej. Maniaczka organizowania podróży na koniec świata. Podwładna dwóch rozpieszczonych kotów.

Dodaj komentarz

UA-130644767-1